piątek, 18 lipca 2014

BERLIN TRIP - PART I




PRAKTYCZNE INFORMACJE DLA PODRÓŻUJĄCYCH ORAZ RELACJA Z BERLIN FASHION WEEK


Siemacie ludziska?! :D Nie było mnie w Polsce zaledwie sześć dni, ale jak człowiek jest za granicami swojego kraju, to mam wrażenie, że tęskni jakoś bardziej. W takich chwilach dostrzegam wiele zalet "mądrego telefonu" oraz wszelkich zaśmiecaczy jego pamięci, a mojego czasu ;-) Instagram był dla Was jedynym źródłem bieżących informacji o tym gdzie jestem i co robię, a nawigacja moją jedyną szansą na przetrwanie w tym wielkim mieście.

Przed wyjazdem wspominałam Wam, że tegoroczne wakacje były niespodziewane i nieplanowane. Teraz już wiecie, co było tego przyczyną. Zaproszenie na zwiedzanie showroomów w ramach Berlińskiego Tygodnia Mody spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Miałam trzy dni na podjęcie decyzji, załatwienie urlopu oraz sprawdzenie możliwości noclegów. W grę wchodziły dwie opcje. Albo jadę do Szczecina i stamtąd całą grupą udajemy się pociągiem do Berlina. Albo dojeżdżam na własną rękę. Jako, że mój Lublin jest usytuowany w dość sporej odległości (ponad 700 km) od obydwu miejsc, słuszna decyzja była tylko jedna. Jedziemy z mężem sami i zostajemy na kilka dni w Niemczech.

Od momentu potwierdzenia zaproszenia, mieliśmy 30 dni do wyjazdu. To wystarczająco dużo czasu, żeby sprawdzić w necie, co warto wiedzieć, wybierając się do Berlina samochodem. Tak nam się przynajmniej wydawało. Życie bardzo szybko zweryfikowało naszą jakże naiwną tezę. Już pierwszego dnia, kiedy to po dziesięciu godzinach jazdy, marzyliśmy o kąpieli i chwili odpoczynku, zaczęły się schody. Okazało się, że od 2008 roku Berlin podzielony jest na strefy ekologiczne (tzw. Umweltzone). Można do nich wjechać jedynie w przypadku, kiedy posiada się jedną z plakietek wydawanych przez... No właśnie. Przez kogo? 




DZIEŃ I - PRZYJAZD DO BERLINA

Zameldowaliśmy się w hotelu (rezerwowanym na booking.com) Apartmenthaus Berlin-Holiday (Polecam! Baaardzo czysto, bezpieczna dzielnica, jedyne 7-10 minut spacerkiem do słynnej ulicy Kurfurstendamm) i rozpoczęliśmy nawiedzanie okolicznych sklepów, barów i wszystkiego, co napotkaliśmy na drodze, żeby tylko dowiedzieć się skąd wziąć tę cholerną zieloną nalepkę. Starszy Pan z pobliskiego kiosku pokierował nas do mechanika, który to miał się znajdować "200 metrów stąd". Przeszliśmy dobry kilometr. Mechanika ni widu ni słychu, a samochód stoi i czeka na mandacik :p 

Postanowiliśmy, że pojeździmy na "nie legalu", bo piechotą będziemy szukać do białego rana. Po kilkunastu minutach błądzenia wąskimi uliczkami, oczom naszym ukazał się warsztat. Uratowani! - pomyśleliśmy, kiedy wysiadłszy z samochodu zmierzaliśmy w stronę otwartej bramy. "Dzień dobry. Chcielibyśmy kupić taką zieloną naklejkę" - wydukaliśmy po angielsku, dla pewności pokazując brzydko palcem na szybę stojącego obok samochodu. Pan odpowiedział nam szerokim uśmiechem i kilkoma niemieckojęzycznymi zdaniami, które wskazywały na to, ze raczej się nie dogadamy. Nasza nieznajomość niemieckiego została poprawnie odczytana przez rozmówcę, który odwrócił się na pięcie i powiedział "Einen Moment, bitte". Po chwili zza drzwi warsztatu wyłonił się kolejny pan. Ech... No i od nowa Polska Ludowa - pomyśleliśmy.

- Hello. We'd like to buy...
- Dzień dobry.

Aaaaa!!! Jakaż była nasza radość! Polak. Żywy, gadający po polsku Polak pracujący w warsztacie w Berlinie! Mistrzostwo Świata - nie będzie mandata :-p Powiem Wam, że gdyby nie ten człowiek, za cholerę nie znaleźlibyśmy punktu wydawania nalepek. Powiem Wam jeszcze więcej! Z jego instrukcją, dokładnym adresem oraz nawigacją, zadanie było niezwykle trudne! 

Naklejki wydawane są w punktach podobnych do naszych polskich Stacji Kontroli Pojazdów. Z tym, że akurat ta stacja była nijak nie oznaczona i tak skrzętnie schowana, że dwa razy przejechaliśmy obok i nie mogliśmy jej znaleźć. Szara brama, wjazd w podwórko, żadnego szyldu, strzałki, reklamy. Zero szans na przypadkowe znalezienie tego miejsca. 

Sam proces "wyrabiania" naklejki trwał jakieś 3 minuty. Zerknięcie w dowód, spisanie nr rejestracyjnych pojazdu, pobranie opłaty w wysokości 5 euro i gotowe. Skoro to takie proste to pytam się ja oburzona, dlaczego nie sprzedają tego badziewia na stacjach benzynowych? I pytam się ja również, dlaczego nikt o tym w sieci słowa nie napisał, skoro to pierwsza i podstawowa sprawa, kiedy chce się wjechać własnym autem do centrum Berlina? Hello!!!




DZIEŃ II - BERLIN FASHION WEEK

Zbiórka pod Hotelem Adlon przy Bramie Brandenburskiej zaplanowana na 11:00 odbyła się nieco później, gdyż wesoła gromadka jadąca ze Szczecina miała dwugodzinny poślizg. Czekało nas zwiedzanie trzech showroomów: Green Showroom, Ethical Fashion Show oraz Panorama Berlin. Dwa pierwsze były utrzymane w podobnej konwencji. Wystawcy prezentowali ubrania i dodatki wykonane z materiałów ekologicznych, pozyskiwanych z recyklingu i przyjaznych dla środowiska. Ideą, która im przyświeca jest promowanie świadomego kupowania. Odczytałam to jako nacisk z ich strony na odpowiedzialność za to, co się kupuje, z czego to jest zrobione i jaki wpływ ma na otaczające nas środowisko. Nie jestem ekologicznym freakiem, natomiast muszę przyznać, że niektóre materiały były niesamowicie miękkie i wyjątkowe w dotyku.

Największe wrażenie niewątpliwie wywarł na nas wszystkich showroom "Panorama Berlin", na który dostaliśmy zdecydowanie za mało czasu! Wielka hala podzielona była na siedem mniejszych, a w każdej wystawiało się po kilkanaście firm. Pierwsze dwie udało mi się przejść spacerkiem i w miarę dokładnie zapoznać z propozycjami kolekcji wiosna/lato 2015. Natomiast po kolejnych uprawiałam już istną gonitwę, co mimo bardzo wygodnych butów, poskutkowało poważnym nadwyrężeniem stóp. I tu apel do Was! Jeśli wybieracie się na taki całodniowy maraton, pod żadnym pozorem nie bierzcie butów na obcasie! Nawet tych najwygodniejszych! ;-)

Motywy przewodnie przyszłorocznych kolekcji były naprawdę przeróżne. Dało się jednak zauważyć przewagę szarości, pastelowego różu i błękitu. Pojawiło się również sporo motywów kwiatowych, a także nieśmiertelna czerń i biel oraz krwista czerwień. Co wystawca, to inny styl. Była elegancja, było boho, kroje sportowe oraz mocno nowatorskie, które określiłabym jako artystyczny nieład ;-)

Wystawcy chcieli zachować swoje kolekcje w tajemnicy i prosili o nierobienie zdjęć. Kilku udało się uprosić, cała reszta była fotografowana ukradkiem. W rezultacie fotek udało nam się zrobić całkiem sporo, jednak przez wzgląd na prośby "twórców" nie pokażę Wam zbyt wiele. Zdradzę tylko, że najbardziej przypadły mi do gustu kolekcje Supertrash, Air Field, Passport oraz Nu by staff-woman  utrzymane w stylu sportowo-eleganckim, z odrobiną luzu, wykonane z ciekawych materiałów, wykorzystujące nieszablonowe wzory, faktury i desenie. 

Przy okazji dziękuję Agencji Silver Moon oraz naszemu przewodnikowi Marcinowi Maślakowi za zaproszenie. Fajnie było zobaczyć ten wielki świat z bliska ;-) Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się powtórzyć taki wypad.




GREEN SHOWROOM

Z Kasią, Beatką i Łucją.


ETHICAL FASHION SHOW




 PANORAMA BERLIN

                                                       Po lewej Beatka, po prawej Kasia z bloga Katie's Style.


Supertrash



Airfield





Passport

Nu by staff-woman







 MIAŁAM NA SOBIE:







 
koszulka/top - Zara
spódnica/skirt - Pull & Bear
sandałki/sandals - Mohito
torebka/bag - Stradivarius